Temat: *
Spijam Twoje soki, każdą kroplę po kolei, smakuję je na języku, mieszam ze śliną. Kością stajesz mi w gardle, wypełniasz mnie całą. Wspinam się na szczyt, głaszcząc Cię delikatnie. Zachłanna, prawie Cię połykam. Potem obserwuję Cię spod wpółprzymkniętych powiek. Rzęsami łaskoczę Cię w policzek, włosami gładzę Twój brzuch. Mieszam Twój gorzki smak ze smakiem dymu z papierosa - i jest to zdecydowanie najdosknalsze połączenie. Język klei mi się do podniebienia i jestem przyjemnie rozleniwiona. Pozwalam Ci badać załamania między moimi udami, każdym palcem po kolei. Pozwalam, by ciepła fala spłynęła w dół mojego podbrzusza. Jest to jedna z moich wieczności.
Tagi: życie
lost-myself 2010-05-23 00:26:41
skomentuj, jeśli uważasz, że masz coś do powiedzenia - (0) komentarzy
Temat: D. odeszła
We snach odwiedzam dobrze mi znane miejsca, ale są one znane tylko
onirycznej stronie mojego ja, gdy się budzę, zdaję sobie sprawę,
że widzę je w wyobraźni nie pierwszy raz. I choć śniąc, nazywam je
czasem Poznaniem albo Krakowem, nie są to realne miasta. Pełno tam
tajemnic, ekscytacji, radości z pobytu. Ostatnio powiedziałam, że
chętnie pojechałabym do Poznania, że to ładne miasto. Powinieneś
zobaczyć ten rynek, wstąpić do knajp niedaleko niego. Chyba trochę magii
tamtych dni chcę oddać tobie, by upewnić się, że Poznań jest
piękny sam w sobie, a nie przez to, że tam on, że tam kiedyś ja, że
pierwszy, że ostatni, że uśmiechy, łzy i moje majtki na podłodze.
Poznań, Kraków, te miejsca mimo wszystko kojarzą mi się z luzem, z
radością, z jakąś intelektualną atmosferą, sama nie wiem czemu. Inaczej
się tam oddycha, inaczej postrzega.
I im częściej zaklinam czas w słowa, tym mniej wracam do tego, co było.
Takie proste abrakadabra, ale powiedzieć to po raz pierwszy wcale
nie było łatwo. Bo ktoś dał warunek: to zaklęcie zadziała, jeśli w nie
uwierzysz. To wiele, bardzo wiele. Był moment, że nie chciało mi się
wierzyć, nie chciało mi się być - i tak, teraz mogę przyznać, że
zdarzyło mi się patrzeć przez moje okno i zastanawiać się, jak by to
było, gdyby... Irytowałeś mnie wtedy, a równocześnie byłeś tak cholernie
potrzebny, gdy tuliłam się do ciebie z całych sił, gdy trzymałeś mnie
mocno, kiedy się trzęsłam ze strachu, gdy głaskałeś po głowie, kiedy
pozwalałeś, bym smarkała ci w rękaw koszuli. Milczałeś ze mną,
rozśmieszałeś mnie, a gdy to nic nie dawało, scałowywałeś moje łzy. I
tylko czasem myślałam, kto to już kiedyś robił - i że w zupełnie innej
sytuacji.
Gdy tak śpię przy tobie, gdy jestem tak głupio szczęśliwa, choć w łóżku
ciasno i boli mnie kark, gdy co rano słyszę w telefonie twój głos, choć
przecież tak nie lubię rozmów telefonicznych, wiem, że mnie oswoiłeś jak
małe zwierzątko, że nauczyłam się ciebie i że jak mówię moje abrakadabra
to już mi wcale do głowy nie przychodzi tamten. Dlatego nie
warto mówić na zawsze. Teraz mówię tylko o tym, o czym marzę, jak
bym chciała, żeby było, a nie jak będzie. Wolę nie myśleć, że kiedyś,
prędzej, czy później, jest jedno i to samo: Gówno Gówno.
Tagi: życie,
przemyślenia
lost-myself 2010-05-01 00:57:45
skomentuj, jeśli uważasz, że masz coś do powiedzenia - (2) komentarzy
Temat: Chaos niekontrolowany
Męczę samą siebie i wpędzam się w bezsensowne koło emocji. A może to nie koło, ten kształt wydaje mi się zbyt prosty na opisanie mętliku w moich odczuciach/uczuciach (niepotrzebne skreślić). Nie umiem powstrzymać pewnych myśli i zachowań, mimo że bardzo chcę. Nie potrafię już zachowywać się spontanicznie i staram się analizować sprawy, których nie da się przetrawić "na chłodno". Zapalam głód papierosami, bo ostatnio, mimo że jestem głodna, jedzenie staje mi w ustach. Nie śpię po nocach, każąc sobie nie myśleć, nie teraz, nie o tym, tłumacząc, wbijając w łeb, że to nie ma sensu, nie w ten sposób i sama się tymi rozkazami rozbudzam. Więc leżę, wciskam przycisk na moim telefonie i patrzę, która godzina. 2.00. 2.34. 2.51. 3.30. 4.12. Potem wreszcie zasypiam. Włóczę się po domu z nieobecną miną i nie chcę mówić, o co chodzi, gdy spyta mnie o to mama. W pubach upijam się na smutno i płaczę i smarkam Przyjacielowi w ramię. Jestem zmęczona psychicznie, emocjonalnie. Jednym zdaniem - zachowuję się jak idiotka. Ratunku, niech ktoś mnie kopnie w dupę i poda przepis na wyjście z tej durnej sytuacji. Niemożliwe? A, nie da się, bo taka już jestem i nic, ale to absolutnie nic nie da się na to poradzić? To przepraszam, cofam te słowa. Jakoś sobie poradzę, jakoś muszę. Zacznę od rozgrzania się herbatą. Małymi kroczkami do celu.
♫ TURBO jaki był ten dzień
Tagi: prywatne,
przemyślenia
lost-myself 2009-12-12 21:10:45
skomentuj, jeśli uważasz, że masz coś do powiedzenia - (6) komentarzy